Ślepy posłaniec, Radomir Darmiła



Tytuł oryginalny: Ślepy posłaniec
Wydawnictwo: RW210
Gatunek: fantastyka
Data wydania: sierpień 2015
Liczba stron: 365
Język: polski

Notka o autorze:
Radomir Darmiła (pseudonim) urodził się w 1976 roku. Z wykształcenia jest informatykiem oraz pracownikiem naukowym jednego z poznańskich uniwersytetów. Prywatnie ma żonę i dwójkę dzieci. Autor licznych opowiadań również tych nagradzanych.
Źródło: „Ślepy posłaniec” – notka o autorze

Inne utwory:
- „Trzy do dwóch dla Nowogóry”,
- „Zabójca przedsmoków”,
- „Qfant”,
- „Sprawiedliwość grabarza”,
- „Smutna historia o miłości ze szczęśliwym zakończeniem”,
- „Struny umarłych”,
- „Wojownik i wiedźma”,
- "Imago".

Jak zapewnia sam autor „Ślepy posłaniec” to książka specjalnie stworzona dla kobiet, tzw. kobieca fantastyka. Niestety nie jest to mój ulubiony gatunek, jednak ta pozycja bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

Świat wykreowany przez autora jest światem fantastycznym, nierealnym, w moim odczuciu stworzonym na wzór popularnego serialu „The 100” – jednak może to być tylko złudzenie.
Radomir Darmiła zaprasza czytelnika do świata obwarowanego szeregiem różnych i twardych zasad, do poznania społeczeństwa, którym rządzi Rada Starszych – ludzi sędziwych, ale i głęboko wierzących w swoje przekonania, do ludzi zamieszkujących archipelag – i jak myślą jego mieszkańcy – jedyny ocalały i suchy ląd, który z roku na rok zatraca się w otchłani oceanu.

Dla niektórych czytelników (a z pewnością dla mnie) sztywne zasady, a szczególnie ich treść mogą być sprzeczne z przyjętym przez daną jednostkę systemem wartości – jednak dla bohaterów książki były obowiązujące – czy się z nimi zgadzali, czy też nie – bezkarna przemoc wobec żon, planowanie przez członków rodziny aborcji, sposób obwieszczenia małżeństwa czy wygnanie kobiet niezamężnych i ciężarnych. Zaprezentowane przez autora społeczeństwo jest zamknięte na inność, nietolerancyjne, społeczeństwo wysoce konserwatywne, które czuje się bezpiecznie jedynie w otoczeniu swoich wartości i zasad.

Głównymi bohaterami opowieści „Ślepy posłaniec” stali się Rena i Ringo – całkowicie różna para ludzi: ludzi pochodzących dosłownie z dwóch różnych światów, o odmiennych poglądach, językach, doświadczeniu, normach i wartościach – jednak posiadający tę samą religię.

Rena to kobieta silna, odważna, która po śmierci swojego niezwykle religijnego i – nie ukrywając – nudnego męża zmienia całe swoje życie – z kobiety o dobrej opinii i z poważanej rodziny wśród ludzi staje się buntowniczką, wyklętą, kochanicą dzikusa i matką jego dziecka.
Ringo to natomiast w oczach mieszkańców archipelagu dzikus, człowiek nieokrzesany, nie znający Pisma, Boga i zasad, człowiek nie znający języka – straceniec, zagrożenie dla pobożnego społeczeństwa.  Główny prowodyr rewolucji i przewrotu w wartościach i zasadach wśród konserwatywnych mieszkańców.

Fabuła książki jest natomiast niebywale wciągająca, prosty i przystępny język sprawia, że czyta się ją z przyjemnością. Mimo drobnych błędów edytorskich i niekiedy, w moim odczuciu, na siłę rozbudowanych dialogów jest to książka godna polecenia – szczególnie tym czytelnikom, którzy lubią eksperymentować i poznawać nowe połączenia gatunków.

Jedynie zakończenie całej historii w mojej ocenie było nieco trywialne i spłycone – bowiem jak to przystało w książkach dla kobiet „wszystko się zawsze dobrze kończy” i „żyli długo i szczęśliwie” – co niekoniecznie wpisuje się w moje gusta i prawdziwe życie. Nie mniej jednak całą pozycję oceniam dobrze.
Ze swojej strony mogę jedynie autorowi życzyć dalszego rozwoju i sukcesów w dalszej twórczej pracy.

Ocena: 4/6

S.P-M.

Kaznodzieja, cz. 1 i cz. 2, Camilla Läckberg


Tytuł oryginalny: Predikanten, cz. 1 i 2
Wydawnictwo: Czarna Owca
Gatunek: thriller, kryminał
Data wydania: czerwiec 2014
Liczba stron: 264 + 221 = 485
Język: polski

Moje podejście do skandynawskich autorów jest raczej sceptyczne. Choć nie ukrywam, iż od czasu do czasu sięgam po ich twórczość i oczekuję pozytywnego zaskoczenia. Najczęściej jednak doświadczam ogromnego rozczarowania. Tak też się stało w tym przypadku. Utwierdziłam się jedynie w przekonaniu, iż sposób przekazu, który serwują swoim czytelnikom autorzy z krajów skandynawskich nie jest moim ulubionym.

„Kaznodzieja” – druga powieść cyklu Camilli Läckberg to historia wbrew pozorom interesująca. Powiązanie morderstw sprzed lat z aktualnymi wydarzeniami i zaginięciami młodych dziewcząt jest motywem, który przyciąga uwagę czytelnika i sprawia, iż chce on sam dotrzeć do prawdy. Tym bardziej, iż momentami opisani bohaterowie wykazują się wysoką niekompetencją i nieudolnymi próbami dojścia do sedna sprawy. Wprawia to czytelnika w lekką irytację. Ponadto wolna akcja, mało interesujące dialogi oraz zbyt długie wątki poboczne sprawiają, iż często uwaga czytelnika jest rozproszona i oddala się od głównego motywu. W moim odczuciu najbardziej wartościowe były krótkie (maksymalnie dwustronicowe) retrospekcje wydarzeń sprzed lat – to one bowiem sprawiały, iż historia nabierała odpowiednich barw.

Książkę czyta się bardzo szybko, jednak w moim odczuciu nie przyciąga uwagi, a tym bardziej nie pozostaje w pamięci na długo. Utwór mogę przyrównać do zwykłego „czytadełka” w wolnym czasie, które ani nie porusza ani nie wzbudza żadnych emocji.

Ocena: 3/6

S.P-M.

Morderstwo i cała reszta, Marta Reich



Tytuł oryginalny: Morderstwo i cała reszta
Wydawnictwo: Oficynka
Gatunek: thriller, kryminał
Data wydania: 2015
Liczba stron: 846
Język: polski

Na wstępie bardzo serdecznie chciałabym podziękować za możliwość recenzji autorce książki, pani Marcie Reich i Wydawnictwu Oficynka.

Kilka słów o autorce:
Marta Reich – w Wielkiej Brytanii studiowała ekonomię, romanistykę i nauki polityczne,w Warszawie natomiast stosunki międzynarodowe. Jej praca zawodowa związana jest z marketingiem luksusowych marek kosmetyków. W wolnym czasie oddaje się swoim pasjom, a mianowicie: pisaniu, gotowaniu, modzie, odwiedzaniu wystaw, czytaniu światowej literatury oraz zakupom.
Źródło: okładka książki

Ogromną zaletą bycia niezależnym recenzentem jest możliwość sformułowania następujących słów: książka „Morderstwo i cała reszta” to najlepsza pozycja, jaką miałam okazję przeczytać jeszcze w 2015 r., zaś sama autorka w moim odczuciu może się pochwalić niebywałymi zdolnościami. Marta Reich i jej lekkie, ale i magnetyzujące pióro bardziej przypadły mi do gustu niż twórczość Katarzyny Bondy czy innego polskiego autora kryminałów – mimo, iż jest to dopiero debiutująca autorka.

Przybliżając fabułę książki warto wspomnieć, iż jej główną bohaterką jest Pola Białohorska, redaktorka prestiżowego czasopisma dla kobiet „Madame”. Mimo swojego znanego nazwiska, dobrego wykształcenia zdobytego w zagranicznych szkołach, jawi się czytelnikowi jako pełna charyzmy, ale i również empatii i uczuć kobieta, która po trudnych dla siebie doświadczeniach wraca do rodzimego kraju, by w nim zaznać spokoju i ukojenia w bólu po stracie ukochanego mężczyzny, Jasona. Niestety i w Polsce nie znajduje wytchnienia. Jej pracodawca, Areq, zleca jej niestandardowy wywiad ze znaną w Polsce bizneswoman, Elżbietą Wojnowicz – niestety, nikt, a tym bardziej sama bohaterka nie jest świadoma, iż to spotkanie zmieni całe jej dotychczasowe życie. Poznane właścicielki prężnie funkcjonującego holdingu, a następnie jej tragiczne zabójstwo sprowadza na bohaterkę lawinę nieprzewidzianych i często traumatycznych zdarzeń. Od tego czasu Pola wpada w machinę intryg, kłamstw, tajemnic skrywanych przez lata przez najbardziej wpływowe i najbogatsze osoby w Polsce oraz staje się częścią policyjnego śledztwa. Dzięki swojemu pochodzeniu doskonale odnajduje się w świecie elit biznesu, sztuki i mediów, dzięki swojemu uporowi staje się celem zabójcy, dzięki swoim zdolnościom i osobowości depcze mu natomiast skrzętnie po piętach – daje to czytelnikowi niezapomniane doznania i sprawia, iż rozwikłanie zagadki kryminalnej nie jest wcale takie proste.

Po przeczytaniu książki mam jak najbardziej pozytywne uczucia. Autorka dostarczyła mi tego, czego zawsze oczekiwałam od kryminału na wysokim poziomie, a mianowicie: wartkiej akcji, barwnych i charyzmatycznych bohaterów, wciągających, często humorystycznych dialogów, nieoczywistego motywu zbrodni oraz niebywale zaskakującego zakończenia (!).

Książkę, mimo objętości, czyta się z ogromną przyjemnością, każda strona bowiem dostarcza nowych wyrażeń i emocji, opisani zaś szczegółowo bohaterowie stali mi się na tyle bliscy, iż trudno było mi się z nimi rozstać. Nie ukrywam, iż docierając do ostatniej strony poczułam z tego powodu ogromny zawód.

Marta Reich z pewnością znajdzie się na szczycie mojej listy ulubionych autorów i z niecierpliwością czekam na jej kolejne utwory.

Ocena: 6/6

S.P-M.

dEfekt Lucyfera, Rafał Wałęka


dEfekt LucyferaTytuł oryginalny: dEfekt Lucyfera
Wydawnictwo: Wydawnictwo internetowe e-bookowo
Gatunek: thriller psychologiczny
Data wydania: 2015
Liczba stron: 273
Język: polski
  
Na wstępie bardzo serdecznie chciałabym podziękować za możliwość recenzji autorowi książki, panu Rafałowi Wałęce.

Kiedy czytelnik przywyknie do charakteru twórczości danego autora, a ta niechybnie przypadnie do gustu, pochłania jego kolejną książkę jednym tchem. Tak też było w przypadku kolejnej historii zaprezentowanej przez Rafała Wałekę w „dEfekcie Lucyfra”. Historia z głównym motywem kryminalnym oraz psychologicznym przedstawiona przez autora niebywale wciąga i obiecuje niezwykłą przygodę po najciemniejszych zakamarkach ludzkiego umysłu. Historię, która niejednokrotnie mrozi krew w żyłach oraz ujawnia najmroczniejszą stronę człowieka: tkwiące w nim zło.  

Cytat Paulo Coelho „Dobro i Zło mają to samo oblicze, wszystko zależy jedynie od momentu, w którym staną na drodze człowieka…” będący wprowadzeniem do książki, jest doskonałą egzemplifikacją wydarzeń ukazanych w „dEfekcie Lucyfera”. Główny bohater – Tymon Dantej, czy jak kto woli, Adam Wrona – to jedna i ta sama osoba. Osoba, z pewnym defektem, zaburzeniem o charakterze schizofrenicznym, która nie tylko toczy walkę z własnym alter ego, ale i niesprawiedliwością, przemocą świata, w którym żyje. Losy bohatera są dość przewrotne – często nastręczone zanikami pamięci, niebezpieczeństwem, okraszone alkoholem i cielesnymi uciechami oraz demonami z przeszłości, które krążą nad umęczoną duszą bohatera wtłaczając go bardziej i bardziej w poczucie winy i żalu. Do walki z własnymi emocjami, dochodzi również niezwykle skomplikowana sprawa zabójstw dokonywanych przez tzw. Organistę, a może i Kanibala…, której główny bohater staje się częścią. Na drodze Danteja – Wrony stają zatem Komisarz Iwan (charyzmatyczny policjant z długoletnim doświadczeniem, który najgroźniejszych bandziorów zjada na śniadanie), jego piękna córka (którą prowadzi również własną grę – pytanie tylko kto jest w niej zwycięzcą a kto przegranym), Otto Maren-Klot (psychiatra o jasno sprecyzowanych poglądach względem pewnej grupy etnicznej) oraz ksiądz Wojciech (ludzka personifikacja anioła czy diabła?). Wszystkie te postaci, ich działania i motywy mają niebagatelny wpływ na psychikę głównego bohatera – który udręczony we własnej niedoli wydaje się brnąć przez życie po omacku. Jedynym jego przewodnikiem jest jego alter ego, które doskonale wie, jakie działania podjąć, by doznać chwilowego szczęścia. Kiedy w końcu dwie osobowości w jednym ciele zaczynają ze sobą współpracować mogą osiągnąć wiele: jednak czy są w stanie zaznać upragnionego spokoju? Czy pomogą w rozwiązaniu śledztwa? Czy w końcu osoby trzecie mogą ufać osobie niestabilnej emocjonalnie, która raz jest wycofanym introwertykiem, a za chwilę przeistacza się w burzliwego ekstrawertyka?
Tego czytelnik dowie się wyruszając w podróż z głównym bohaterem.

„dEfekt Lucyfera” to zapowiedź niebanalnej fabuły, interesujących zwrotów akcji i zaskakującego zakończenia. Dosadny język (będący zarazem jednym z atutów twórczości autora), interesujące dialogi, a przede wszystkim tło literackie umiejętnie wykreowane przez Rafała Wałękę sprawiają, iż historia wciąga i zapewnia długie godziny mocnych wrażeń. To naprawdę bardzo dobra pozycja na rynku, która z całą pewnością zaspokoi żądze miłośników thrillerów i kryminałów, szczególnie tych najbardziej wymagających. 

Ocena: 6/6

S.P-M.

Niedobra miłość, Jonathan Kellerman


Tytuł oryginalny: Niedobra miłość
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Gatunek: thriller psychologiczny
Data wydania: 2015
Liczba stron: 560
Język: polski
  
Na wstępie bardzo serdecznie chciałabym podziękować za możliwość recenzji Zbrodni w Bibliotece.  

Jonathan Kellerman jest nie tylko jednym z najsławniejszych na świecie twórców thrillerów psychologicznych, ale i również laureatem wielu prestiżowych nagród, m.in.: Edgara Allana Poe i Anthony Award. W swoim dorobku ma ponad 37 000 000 sprzedanych książek.
W twórczości tego autora można znaleźć odwołania m.in. do ludzkiej psychiki i do wiedzy z zakresu pediatrii. Z wykształcenia Jonathan Kellerman jest bowiem psychologiem i pediatrą, dlatego też swoje doświadczenia umiejętnie łączy z fikcją literacką.

„Niedobra miłość” to thriller psychologiczny, którego głównym bohaterem jest często współpracujący z policją Alex Delaware, z wykształcenia psycholog. Pewnego dnia otrzymuje on specyficzną przesyłkę, która zmienia jego życie na dobre. Przesyłka bowiem zawiera tajemnicze nagranie przeraźliwego, dziecięcego głosu, które powtarza jak mantrę słowa - „niedobra miłość”. Alex z początku bagatelizuje wszystkie dziwne wydarzenia, które mają miejsce w jego otoczeniu, jednakże z czasem poważnie obawia się o życie swoje
i swoich bliskich zaczynając walkę z mordercą.

Główny motyw historii, a zarazem tytuł książki „niedobra miłość” (w treści znany również jako „parszywa miłość”) oznacza wewnętrzny ból, brak zrozumienia, brak uczuć rodziców
i wychowawców, odrzucenie, a także narastającą nienawiść, które doprowadziły do wielu zbrodni. Ofiarami stają się zaś uczeni, naukowcy, wybitni i znani w swoim środowisku psychologowie kliniczni i dziecięcy, którzy w trakcie konferencji naukowej w 1979 roku „Dobra miłość/niedobra miłość. Psychoanalityczne perspektywy i strategie w zmiennym świecie” popierali działania terapeutyczne i działalność naukową Andreasa B. de Boscha. Stworzona bowiem przez niego szkoła dla dzieci i młodzieży niedostosowanych społecznie miała na celu zmianę ich zachowania i przygotowanie do życia w społeczeństwie. Jednak praktyka terapeutyczna w tej placówce pozostawiła ślady w psychice młodych wychowanków, na tyle trwałe, iż po latach szukali oni sprawiedliwości na własną rękę.
W obliczu niebezpieczeństwa stanął również Alex Delaware, który wraz z kolegą Milo, policjantem poszukiwali rozwiązania tej niebezpiecznej zagadki. Jak się później okazuje, zakończenie całej historii jest całkiem zaskakujące, tym bardziej, iż sprzymierzeńcy stali się najgorszymi wrogami. W trakcie opisanych wydarzeń czytelnik ma również okazję dobrze poznać życie osobiste głównego bohatera, jego podopiecznych i ich rodzin.

Podsumowując, można określić, iż historia przestawiona przez Jonathana Kellermana jest wielowątkowa, dlatego też czytelnik wielokrotnie może zgubić główny sens książki. Ponadto obszernie rozbudowane postaci często się rozmywają w obliczu innych, często drugo- lub trzecioplanowych, niekiedy tylko epizodycznych. Motyw, zaś który zapowiadał się bardzo ciekawie w gąszczu niepotrzebnych opisów i wątków pobocznych, w mojej opinii, stracił na swoim znaczeniu. Dlatego też książkę mogę ocenić jedynie jako dobrą, mimo, iż gatunek thrillerów psychologicznych jest jednym z moich ulubionych. 

Ocena: 4/6

S.P-M.

Zatracona, Ewelina Abramowicz


Tytuł oryginalny: Zatracona
Wydawnictwo: Goneta.net
Gatunek: kryminał, horror
Data wydania: 2012
Liczba stron: 74
Język: polski


Na wstępie bardzo serdecznie chciałabym podziękować pani Anecie Gonerze z wydawnictwa internetowego Goneta.net oraz autorce książki, pani Ewelinie Abramowicz.


Kilka słów o autorze:
Ewelina Abramowicz urodziła się w 1983. Jest absolwentką politologii na UMCS w Lublinie. W trakcie swojego czasu wolnego oddaje się przyjemności czytania. Kilka lat mieszkała we Włoszech, obecnie jednak wybrała rodzime tereny i jest mieszkanką Białej Podlaskiej.

Z zapowiedzi redakcji czytelnik dowiaduje się, iż za moment stanie się bezpośrednim uczestnikiem śledztwa związanego z brutalnymi napaściami na młode, piękne studentki prowadzonego przez Lenę Trefl i jej nowego partnera, Piotra Mazurskiego. Dwie jakże barwne postaci o trudnych charakterach, jednak elektryzującej osobowości. Ich pierwsze wspólne śledztwo budzi wiele kontrowersji, ale i rodzi między nimi pewne uczucie. Lena, której życie towarzyskie jest bardzo ubogie, przy swoim nowym partnerze budzi się do życia. Jednak na krótko.
Czuje bowiem wewnętrzny strach przez miłością, bliskością, a przede wszystkim przygotowuje się do przejścia do elitarnej jednostki antykryzysowej, która jest jej ogromnym marzeniem. Wszystko jednak komplikują badania psychologiczne, których wynik nie jest jednoznaczny. Kobieta zaczyna się zastanawiać nad sama sobą i niepokojącymi ją snami.

Punktem kulminacyjnym poszukiwań sprawcy brutalnych napaści jest taśma przesłana do pani detektyw oraz dziwne listy, które są nie tylko zaproszeniem do udziału w niezwykle brutalnej grze prowadzonej przez mordercę, ale i również dokładną prezentacją dokonanej przez niego zbrodni. Czas ucieka, a Lena nadal ma wątpliwości czy wziąć udział w grze mordercy i jaki będzie ostateczny jej finał.

Wyraźną postacią w tej historii jest również Tili – kobieta z kompleksami, samo okaleczająca się, nienawidząca innych ludzi, a zwłaszcza zazdroszcząca urody innym dziewczętom, żyje w swoim świecie.
Czy jest szczęśliwa? Z pewnością nie.
Czy szuka ukojenia w swoim bólu? Z pewnością tak.
Czy jest zdolna do agresji? Tak i szuka ku temu wszelkiej sposobności.

Każda przeczyta strona „Zatraconej” dostarcza czytelnikowi nowych, mocnych emocji, wciąga i powoduje, iż książkę czyta się w zawrotnym tempie. Jednak, gdy dochodzi się do ostatniej strony i widzi niechybnie ukazujący się napis „KONIEC” występuje niesmak, ogromne rozczarowanie, zawód. Historia w mojej ocenie bowiem zbyt szybko się skończyła, naprawdę świetnie zapowiadający się początek został przyćmiony przez rychły koniec. Wielka szkoda.
Gdyby rozbudować i dopracować zakończenie, rozszerzyć dialogi, opisy, książka mogłaby być hitem. Jednak w obecnej sytuacji pozostawia w pamięci czytelnika niedosyt i ogromny zawód. Autorka niestety nie spełniła w pełni moich czytelniczych oczekiwań.

Ocena: 3/6

S. P-M.  


Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach?, Bartłomiej Trokowicz





Tytuł oryginalny: Pan Misio
Wydawnictwo: Oficyna wydawnicza RW2010
Gatunek: literatura młodzieżowa
Data wydania: 2015
Liczba stron: 156
Język: polski

Na wstępie bardzo serdecznie chciałabym podziękować za możliwość recenzji autorowi książki, panu Bartłomiejowi Trokowiczowi.

Miłość, przyjaźń, zaufanie, wzajemny szacunek to uczucia, wartości ponadczasowe i uniwersalne. Nie liczy się to, czy występują pomiędzy ludźmi czy zwierzętami – każda bowiem istota o nie zabiega. Liczy się jednak to, w jaki sposób są okazywane drugiej stronie i przekazywane młodszemu pokoleniu stając się wzorcem ich postepowania. Te wartości oraz konkretne uczucia stają się właśnie głównym motywem twórczości Bartłomieja Trokowicza zaprezentowanej w książce „Pan Misio”. Autor zaprasza bowiem swojego czytelnika zarówno tego młodszego, jak i tego starszego w niecodzienną podróż po polskich, urodziwych lasach oraz w sposób niezwykle interesujący, ale i również dowcipny prezentuje losy jego mieszkańców. Ukazuje, w jaki sposób te istoty, jakże odmienne od człowieka, potrafią wspólnie się cieszyć nie tylko własnym towarzystwem, ale i dobrami natury. Czymś, o czym ludzie często zapominają w gąszczu codziennych obowiązków i trosk. Historia opowiedziana przez autora przepełniona jest wartościami, z których można czerpać pełną garścią i dokonać refleksji nad własnym życiem i postępowaniem.

Głównym bohaterem opowieści jest tytułowy Pan Miś – obrońca lasu i jego mieszkańców, powiernik ich trosk i tajemnic. Swoją pozycję, szacunek i zaufanie zdobył nie tylko ze względu na swoją posturę, ale przede wszystkim dzięki temu, kim jest. A jest wielkim… misiem o wielkim sercu. W trakcie lektury czytelnik ma również okazję bliżej poznać m.in.: losy szczura, myszy, wiewiórki, wilka i jego rodziny, lisa, borsuka oraz najgorszego zagrożenia dla tych zwierząt, a mianowicie człowieka, a przede wszystkim dowiedzieć się, w jakich relacjach żyją, jakie mają zmartwienia i radości oraz w jaki sposób potrafią się zjednoczyć w obliczu zagrożenia. Zwierzęta przedstawione przez autora są bowiem pełnymi uczuć, emocji i własnych myśli istotami, które dzielą się swoimi wątpliwościami, radościami i pomysłami. Wzajemnie się wspierają, kochają i dbają o siebie. Oczywiście z pewnymi wyjątkami.

Uroku książce dodają również piękne ilustracje, które stają się niezwykle wartościowym dodatkiem do historii.

Książka Bartłomieja Trokowicza jest przezabawna, łatwa w odbiorze, zabiera całe mnóstwo morałów i głębokich refleksji na temat życia i wzajemnych relacji. To również opowieść o wyborach, często trudnych, ale koniecznych.

To historia dla każdego: dla małego i dużego – dlatego też ogromną stratą dla czytelnika byłoby jej świadome ominięcie.

Ocena: 6/6

S. P-M. 
Silviana © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka